Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


panny, i nikt się nie zdziwił, gdy złożyły wizyty i weszły do towarzystwa.
Coś w niespełna rok rotmistrz Faustanger o pannę się oświadczył i został przyjęty.
Małżeństwo to niedługo cieszyło się z sobą. Po dwóch latach rotmistrz przeniósł się do Styryi, piękna Alicya wróciła do matki.
Mówili jedni, że on był gwałtowny i zazdrosny, drudzy, że ona nudziła się w Krakowie, gdzie męża stale trzymała służba.
Te panie zeszły ludziom na jakiś czas z oczu; a gdy o nich trochę zapomniano, wróciły znowu i odtąd co rok spędzały tu kilka miesięcy, których stara radczyni używała do interesów, młoda pani do odpoczynku po zagranicznych sezonach.
Magda znała baronową od wiosny. Zamówiła portret, pozowała razy kilka i wyjechała do Ostendy, bo jéj się zdało, że ma reumatyzm, a troskliwość o zdrowie posuwała do dziwactwa. Teraz, za powrotem, przebłagała artystkę i znowu regularnie przychodziła codzień do pracowni.
Magda nie mogła się oprzéć piękności téj twarzy i kształtów; miała prawdziwą przyjemność umysłową w rozmowie z nią. Przyznawała jéj wykształcenie wszechstronne, wdzięk rzadki, łatwość obejścia i rozmowy; lecz pomimo to wszystko nie czuła do niéj sympatyi, przeciwnie — nieprzepartą nieufność i jakby strach. Przezwała ją żartem „bella-