Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W téj chwili baronowa weszła do pracowni, rzuciła na stół karton i rzekła, rozpinając stanik:
— Tym razem ja się spóźniłam, lecz to wina fryzyera, który mi nie mógł dogodzić. Pani już przy pracy?
— Zaledwie od minuty.
Obejrzała się na piękną panią, rozbierającą się przed zwierciadłem i uśmiechającą się do siebie saméj z lubością zupełnego zadowolenia.
Była bardzo piękna i ślicznie zbudowana, wyglądała na dziewczynę dwudziestoletnią, a miała lat trzydzieści i od dwóch lat rozwiedziona była z mężem, którego znano w Krakowie, bo służył tam dłuższy czas w wojsku; po zerwaniu z żoną wyniósł się i przepadł bez wieści. Ojciec baronowéj, aferzysta wiedeński, w Krakowie był znany jako dostawca wojskowy i tamże sobie żonę wynalazł, zbogaconą mieszczkę, która mu wniosła w posagu dwie kamienice i sporo gotówki. Skutkiem jakichś tajemniczych zawikłań w interesach musiał się z Austryi wynieść. Podróżował wiele z żona, za granicą się im córka urodziła i tam ją wychowano, tam téż stary umarł. Po jego śmierci wdowa zjechała do Krakowa, z fortuną poważną i piękną panną na wydaniu.
Tymczasem ludzie trochę zapomnieli o powodzie dobrowolnéj banicyi, resztę zatarły posag i uroda