Strona:Maria Rodziewiczówna - Czarny chleb.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a badyl, jak uschnie, to go wiatr nosi po błoniu. Człowiekowi tylko i domowemu bydlęciu dół kopią, ziemię tłoczą. Naco dół? Naco ziemia? Tam tak czarno i ciężko pod ziemią.
Pierś jego zaczęła charczeć i wzdymać się napróżno. Dusił się, członki tężały. Matka dotknęła jego czoła. Było zlane potem i zimne.
— Synku! — zawołała przerażona.
Poruszył się ostatnim wysiłkiem.
— Matulu, powiedzcie... — nie dokończył, urwał; zgnieciony dłonią śmierci, jęknął długo i przeciągle.
Puk! puk! puk! za okienkiem ponury głos huraganu. Mularzowa porwała się z klęczek, zapaliła gromnicę. Na ławie leżało tężejące ciało Pawła. Jeszcze rzężało w piersiach i ruszały się wargi, ale były to ostatnie blaski gasnącego kaganka. Jeszcze jeden jęk, parę drgnień ostatnich i — spokój.
Wicher umilkł, gałązki już nie stukały w okienko, nie było wołać kogo. Rogata dusza uwolniła się na wielką swobodę. Poszła w dalekie, nieznane szlaki.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Krzyżyk przybył na rogu cmentarza, do którego z początku codzień chodziło troje ludzi, stroiło w kwiaty i wieńce. Po kilku dniach robota zatrzymała Szymona, mularzowa poszła sama z Marynką.
I znowu, gdy po kilku dniach zaszła po nią nad jezioro, znalazła gości w zagrodzie. Dziewczyna wybiegła do niej niespokojna, zafrasowana, z ogniem w oczach. Miała bukiet w ręku.
— Zanieście mu to ode mnie. Nie mogę z domu się oddalić. Pójdę jutro.
Niewiadomo, czy poszła. Widywano potem tylko jedną starą, zgarbioną staruszkę, która pilnie usuwała chwasty i suche gałązki z trzech mogił. Potem i jej nie stało. Może ją złożyła choroba, może zatrzymała niemoc, czy śmierć.