Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dobrnął ze mną do Polski. Wtedy zacząłem szukać państwa jak igły w stogu słomy. Nareszcie używając nadprzyrodzonych protekcyj, otrzymałem wieść o pani w Krakowie.
— Skądże? Nie mamy tam nikogo!
— Zapomniała pani o panu Osuchowskim, ale oni o pani nie zapomnieli. Tu jest list od nich Mam przywieźć odpowiedź.
Gdy odszedł, pani Anna przedewszystkiem poszła wykupić medalik, nawet nie rachując angielskich banknotów, któremi „miś“ był napełniony. Potem odczytała list Osuchowskiego. Była dla niej posada w Krakowie, były szkoły dla dzieci, była przyszłość dla młodych — dla niej spokój bytu.
Ksiądz Norejko, gdy przyszedł nazajutrz, wysłuchał dziwnej opowieści.
— Oto ten medalik! — rzekła.
Wziął go do rąk, pod światło i powoli odczytał zatarty, niewyraźny napis:
— Communia Sanctorum.
— Pamiątka pierwszej komunji zapewne? — rzekła pani Anna.