Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po pustym pałacu echem poszło wołanie i nikt na nie odpowiedział.
U doktora w domu dogorywała małżonka ukochana, i on poszedł w góry do starca wygnańca po lilje białe, co u źródełka rosły.