Strona:Maria Konopnicka - Na drodze.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


funta cykoryi, także „tej dobrej, w niebieskim papierze.“
Pawłowa obca jej była wprawdzie, ale taka, taka szczęśliwa! Oddawszy swój dar, wodziarka stanęła w progu, słuchając z bijącem tajemną lubością sercem stękania i narzekania chorej; a gdy rozdzierający wrzask nowego obywatela rozległ się po suterenie, zatrzęsły się wargi tej, pokornie u drzwi stojącej, a wielkie, jasne krople łez, spłynęły po rozpalonej twarzy.
Kiedy w chwilę potem wpadła po konewki do kuchni, rzekła jej z przekąsem kucharka:
— A wy, Józefowa, kiedyż to nam wyprawicie chrzciny? Taka młoda, tęga baba, a dzieciaka ani uświęć! To obraza boska, dalibóg! Grzech...
Na Józefową nowe buchnęły ognie.
— Adyć było, było... — szepnęła. — Bóg świadkiem, że było... Tylko, że...
Tu nastawił szept, cichszy jeszcze.
Kucharka nie dała się ułudzić tem pobożnem kłamstwem, ale, podparłszy pod boki, mówiła, jakby nie słysząc:
— Ja tam takiego chłopa, to-bym za dzie-