Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ka, w którym się aresztantki umywają, a który utrzymywany jest bardzo czysto przez „porządkową,” kładą się koszule przeznaczone do prania i nalewają wodą. Piorąca wyciera mokrą szmatą kawałek podłogi, ustawia cebrzyk, klęka przed nim, i wykręciwszy lekko każdą sztukę, rozkłada ją przed sobą na podłodze, mydli i zwija. Potem kolejno pierze je, a raczej zciera, zawsze na podłodze, którą to manipulację powtórzywszy raz jeszcze, płucze w cebrzyku, wykręca, suszy, i na maglownicy magluje. Przy całem praniu takiem na klęczkach odbytem, ani podłogi nie zaleje, ani ścian nie zachlasta, ani nawet fartucha bardzo nie zamacza.
Prania podejmuje się zwykle porządkowa za opłatą dwu groszy od koszuli, do czego daje własne swoje mydło.
Jak widzimy, jest to sposób najpierwotniejszy, i pozostałby zapewne takim, gdyby nie — miłość. Miłość wszakże, która w „Serbii” jest matką wynalazków, wprowadziła pewne ulepszenia i w praniu także. Aresztantka dbała o elegancyę miłego, nie poprzestaje na wypraniu na podłodze jego koszuli, którą, jakim sposobem dostaje „pod numer,” jest dla mnie tajemnicą. Ona koszulę tę krochmali i prasuje także; ale do tego trzeba już zbiegu szczęśliwych konstelacyj. Trzeba mianowicie, żeby dnia tego wypadały kartofle z barszczem. Kiedy ta pożądana okoliczność zejdzie się z praniem, piorąca wyjmuje