Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/480

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i Swedenborg, a z rozmyślań nad całą tą sferą wypadnie chęć poznania nietyle treści ich pism, ile, choćby w najmniejszej części, charakteru, wysnuwającego się z ich serc, czy z ich fantazyi: słowa; chciałem wiedzieć, jaką muzykę ma mowa tych ludzi. Toć przecież inaczej pokorny prostaczek mówi, a inaczej zimny i nadęty Hegel; inaczej skromny Bernardin de St. Pierre, a inaczej pierwszy lepszy, dajmy na to, pyszałek, z pierwszej lepszej wszech-nicy — i, podług owego charakteru, tonu muzycznego, chciałem rozpoznawas adeptów nowej białej i czarnej magii...
No i doszedłem dużo, i umiem teraz na pamięć różne muzyki słowa pisarzy naszych i nie naszych, wiem, kto ma skromny i piękny ton świętej Teresy, kto wzniosły ton Pawła... Muzyka słowa zdradza mi ludzi; wiem, kto leci w świat jasnych a smutnych gwiazd, kto w piorunowe światy, kto w rozemdlenia ptasze a słowicze — ton wpierw mnie, niźli pieśń, uderza. Mój ton był kiedyś tonem aniołów pańskich o zachodniej zorzy... teraz się zmącił, zawiele westchnień przejadło me spiże...
...Wolność budowniczych rozwalających szybuje o jednem skrzydle i przeto nie przebija się po za świat planetarny. Filzofowie ci ścieśniają sferę krążenia myśli i zniewalają ducha do służenia tylko ziemi. Ale ziemi służyć dobrze może ten tylko, kto, jak drugi Adam, z nieba się narodził, przejrzał, i wolnym się obaczył w ogniach miłości.