Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/477

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tobą... memento: Cierp, a leć! Otwarte masz światy.
— Jeśli mam być ostatni z niefortunnych, oby tak prędzej było! Aby nam pogodniejszy dzień świecił! Niebardzo wszakże na to się zanosi. I wasz dzień zadymiony i pochmurny, i wam nie na różach spoczynek, albo raczej na różach, ale na tych jerychońskich, z których dziateczki jerozolimskie cierniową koronę uwiły...
— Prawdziwy poeta nigdy się nie doczeka ani łaski salonów, ani pokupu u żydów, ani błogosławieństwa jezuitów, ani wieńca anarchistów, ale będzie połykać łzy w ciszy, uśmiechając się do świata. Ubogie sieroty popatrzą za nim, ale się mu nie ucieszą, bo on pośród nich najrzeczywistszym sierotą i najgodniejszym serc ludzkich, więc im współzawodnictwo robi. Świat modny będzie z niego szydził; wszystkie małpy i papugi przedrzeźniać go będą i na języku imię jego podrzucać. Doświadczy zdrad, niepoliczonych potwarzy i oszustwa od dusz niby pięknych, pełnych uwielbienia dla poezyi... Jeśli ma dzieci, to dzieci pytać go będą: Ojcze, czemu nie patrzysz na to pogodne słońce, czemu się nie cieszysz, łamiąc chleb z nami? Czy ci chleb nie smakuje, że przełknąć go nie możesz? A on wtedy, całując dzieci, odejdzie, i w ukryciu ryknie płaczem... I znów przyjdzie jakiś powiew i tak mu serce usposobi, że błogosławić będzie sieroctwu