Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/464

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lwowa i od lwowskiego koła artystyczno-literackiego.
W czasie pogrzebu poetka włoska, a przyjaciółka Lenartowicza, rozdała obecnym piękny sonet na cześć zmarłego, przełożony następnie przez Cezara Polewkę z Rzymu na polski i łaciński język.
Ponieważ zwłoki Lenartowicza później dopiero do Krakowa przewiezione być miały, po kilkunastu dniach przeto zabrano je z kaplicy kościelnej do depozytu municypalnego.
Oprócz sonetu pani Boneschi-Ceccoli, obiegała w tym czasie po Florencyi pełna duchu improwizacya przyjaciela poety, ojca Spaccia, wypowiedziana u księcia Bonelli-Crescenzi d. 9 lutego. Padre Spaccia przybył do Florencyi dla odwiedzenia naszego lirnika, ale odwiedziny te mógł mu oddać tylko — w grobowej kaplicy. Improwizacya ta nie kwili, nie boleje, nie płacze, ale ogromnym rzutem myśli obejmuje przyszłość, nie znikomość życia wskazuje, lecz znikomość śmierci. Jest silna, ma loty swobodne, szerokie, i żałuję bardzo, że jej tu przytoczyć nie mogę.
Wracam po ostatnie wrażenie do listu panny Jabłonowskiej.
Twarz Lenartowicza była po śmierci pogodna i spokojna; wyglądał tak, jakby tylko był uśpiony. Zdawało się, że lada chwila otworzy oczy, spojrzy, przemówi...