Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/463

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Lenartowicz zostawił w domu gotówką około 150 lirów, a prócz tego siostrzeniec jego, nie mogąc na razie opuścić Warszawy, przesłał telegrafem na ręce panny Jabłonowskiej 800 franków na pogrzeb. Tym sposobem, gdym 4-go lutego stanął we Florencyi i oświadczył tamecznym rodakom, iż zwłoki muszą być balsamowane, bo zostaną przewiezione do Krakowa na Skałkę, żądanie to nie natrafiło na żadne trudności pod względem finansowym, tembardziej, żem się podjął za 250 lirów zabalsamować zwłoki, a za 100 sprokurować dwie trumny, jedną ołowianą, drugą orzechową i wyjednać od władz włoskich wszelkie upoważnienia.”
Przed zabalsamowaniem, którego szczęśliwie dokonał doktór Barbaci, Strzembosz zdjął fotografię zmarłego, Sozański zrobił szkic akwarelowy, a Zawiejski zdjął maskę z twarzy i z ręki.
Dnia 6 lutego krakowska rada miejska jednogłośnie uchwaliła sprowadzenie zwłok Lenartowicza własnym kosztem do Krakowa i pochowanie onych na Skałce.
Przeniesienie zwłok do kościoła Santa Lucia del Prato nastąpiło d. 7 lutego, o g. 5 po południu. Pogrzeb był jak najskromniejszy, ale musiano nająć umyślnie karawan, aby na nim rozwiesić 18 olbrzymich wieńców, które włosi i rodacy zmarłemu nadesłali, oprócz trzech wieńców bronzowych: od wydziału krajowego, od miasta