Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/438

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


krypt, wpuszczonych w ścianę, popioły dwóch rodaczek naszych: Zofji z Cieszkowskich Kickiej tudzież Zofji z ks. Czartoryskich ordynatowej Zamojskiej, mają w sobie wiele poezyi i wiele uczucia. Szczególniej ów anioł ulatujący i na skraju bronzowych odrzwiów widny, ma piękną linję i dużo prostoty.
Trzeci bareljef jest tablicą pamiątkową Stanisława Becchi. Ten nie w kościele samym, ale jest wmurowany na prawo od wejścia, w dziedzińczyku cmentarnym...
— „Wykończyłem wielką płaskorzeźbę, którąśmy oglądali u mnie — pisze już późną jesienią ubiegłego roku — i mam coś, jakby nadzieję, że ją miasto kupi. Fiu, co za nadzieja! Ale też włożyłem w to dość oczu i pracy.“
Oczu i pracy — tak. Ale owa z Santa Croce silniejsze robi wrażenie w swej jednolitości. Ta „wielka“ zaś skomponowana jest tak, jak rzymianie z epoki Antoninów komponowali bareljefy swoje, traktując rzeźbę, jak obraz wieloplanowy. Jest tu i pożegnanie Becchiego z młodą żoną, i wyjazd, i boje, i śmierć. Sceny te, pojedynczo piękne, i umiejętnie pod względem perspektywy rozłożone, zawsze są przecież tem, czem rzeźba z natury swojej być nie może i być nie powinna: są poematem epickim o wielu pieśniach i wielu fragmentach. Dlatego ja myślą chętniej wracam do owego florenckiego „Chiostra“ i do owych