Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/428

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dramat ten jeszcze w 86 roku był gotów.
„Napisałem rzecz p. t. „Nieszczęsni“ — donosi mi Lenartowicz w lutym owego roku —którą wydrukuję i — addio! Są tam gorzkości. Ano, trudno. Niezawsze można być miodowym. Rzecz ta stanie się głośniejszą, a wielu powie, że nie ja pisałem. Niech idzie. Od sfer „Błogosławionej“ odbiegłem w głębokie cienie.“
W marcu tegoż roku pisze: „Proszę o nowy adres, a przeszlę coś z moich „Nieszczęsnych. Ponure to malowidelko!“ W maju zaś dodaje: Moi „Nieszczęśni“ jest to coś bardo drastycznego, na co edytora pewniebym nie znalazł; a ponieważ własna kieszeń dość pusta, pozostanie to zatem, jak i „Sokrates“ ad feliciora tempora w mojej starej tece. I może lepiej tak, bo zakończę żywot pod szarą sukmaną lirnika, a nie w płaszczu z iskier i z płomieni, w które mnie moja dziwaczna proteowa natura przestrajała.“
Poeta namyślał się, wahał, i tak zeszło do 92 roku.
A było to przed samą lwowską zamierzoną podróżą, której nie doczekał. I tak, nie miał pociechy oglądania w książce dzieła, które mu ulubionem było i na którem wielkie nadzieje budował.
— „Co wy o mnie wiecie? — pisał mi kiedyś — Lirenka i Lirenka! Ale najżwawsze moje ptaki nie wyleciały jeszcze w słońce, i może nie wylecą nigdy!“