Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/424

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z biegiem czasu listów takich zebrało się sporo, lecz ani jeden nic zaprzeczył wrażeniu, jakie mi zostawił pierwszy. A dziś, kiedy tak patrzę na nie, równo mi, na którym oczy zatrzymam, lub który do ręki wezmę: w każdym bije to samo rzewne, proste serce.
Florenckie mieszkanie Lenartowicza skromne było i niemal ubogie; mówiło wszakże raczej o prostocie gustów poety, niżeli o braku.
Stanowiły to mieszkanie dwa pokoje, odsądzone od siebie na cala szerokość dużego domu, tak. że jeden miał okna od ulicy, drugi, przeciwległe im, na podwórze; pokoje te połączone były korytarzem niezbyt jasnym, który przechodząc, słyszałeś świergot trzymanego tu w klatce szczyglika. Pierwszy był sypialną, pracownią i salonem, drugi — rzeźbiarskim warsztatem.
Trzy rzeczy uderzyły mnie w tym pierwszym od proga: czarny krzyż i sodalisowski wizerunek z Częstochowy nad Żelaznem łóżkiem, wielki pęk anemonów, na stół rzucony, i szczerozłoty promień. od okna po podłodze bijany. Ulica Alontehello, przy której poeta od wielu lat mieszkał, leży w stronie miasta wschodniej, na lewym brzegu Arna, niedaleko ogrodów Prato, i w połowie przestrzeni pomiędzy Ponte Sospeso a Ponte Carraia, tworzy z ulicą Borgo Ogni Santi kąt ostry, którego wierzchołek opiera się o cichy plac Daniela Alanina. Ulica to ani piękna, ani ożywiona, ani bogata, powiem nawet: mało włoska. Domy