Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/347

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czujesz jakąś wielką, wytężoną pracę podziemną i opuszczasz ten zapchany cmentarz z jakiemś uczuciem ulgi, tak, jak się opuszcza przepełniony salon.
Ale w korytarzu kościelnym stajesz. Zatrzymuje cię widok ostro ściętej, grubym gotykiem pokrytej piramidy z czerwonawego marmuru.
To grób Theofrasta Paracelsa, którego też współcześni „Bombastusem,” „Trimegristrem” zwali.
Grób jeden z najbardziej interesujących, jakie średnie wieki nowym oddały czasom.
Paracelsus tu żył i tu umarł, jak świadczy napis, który się nad życiem tem i nad tą śmiercią szerzej nieco rozwodzi:
Słowa zagadki szukał, tajemnice żywota badał. Lekarzem biednych i bogatych był. Rany wszelakie i wodną puchlinę leczył. Z biednymi chleb i mienie dzielił. Miłosierdzie pełnił. Trędowatych i zaraźliwych uzdrawiał. Życie na śmierć zamieniwszy, po kościelnej pokucie, tutaj pochowany spoczął.
Więc przed nią spoczynku nie miał...
A jednak „miłosierdzie pełnił”, „z biednymi chleb dzielił”.
Po kościelnej pokucie — powtarzasz i zamyślasz się.