Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


III.
.......

Kiedy staniesz w wielkiej gotyckiej nawie benedyktyńskiego opactwa w Salcburgu, słyszysz, jak gdyby jęk cichy, żałosny.
Głos to synogarlic, które się tu po załomach kamiennych wieżyc gnieżdżą i napełniają wzdychaniem swojem mroczną, pustą głębię.
Za głosem tym idąc, dochodzisz do grobowca, który cię zatrzymuje prostotą swoją i siłą wyrazu.
Jedna z gotyckich arkad bocznej kaplicy, wyłożona aż po szczyt łuku białym, kryjącym starą ścianę kościelną marmurem, ma na tle tem wielki, czarny bez Chrystusa krzyż, na którego spojeniu w dół i w górę wynikają snopy złotych strzelistych promieni.
Tak kiedy słońce za las zajdzie, ostatnie blaski jego rzucają się wskróś pni czarnych skośne przenikliwe, podobne złotym, w pęki zebranym strzałom.
Pod krzyżem na podstawie, z granitowych głazów czarna urna, chustą białą w połowie zakryta, a dokoła po głazach rozrzucone dźwięki muzyki kościelnej: „Ecce Homo,” „Lauda Sion,” „Ad te Domine,” „Requiem” „Sursum corda,” „Ecce sacerdos,” „Agnus"...... Chorały, Litanje, Antyfony, Pieśni.