Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A kiedy wieki przyjdą, aby pomnik zdmuchnąć, a kwiat polny zasiać, już i proch ten wiatry rozwieją.
Tak duma Ahaswerus, kiedy w drodze do Rzymu, wśród księżycowej nocy cmentarz ten przechodzi wielkim krokiem i rzuca cień swój długi, posępny, zgarbiony, na mogiłę piewcy swojego.


II.
.......

Nikt się chyba w całym świecie nie bawi tak wesoło, jak śmierć na starym salcburskim cmentarzu u św. Piotra.
Nigdzie też nie jest ona żwawsza, fertyczniejsza i przyjemniejszego składu, tak oblicza, jakoteż figury.
Żartobliwa, pomysłowa, przyjacielska niemal, posiada ona ten rodzaj miłej poufałości, tej inicyatywy, tego wchodzenia in medias res, który ją prawdziwie sympatyczną czyni. Żadnego zachmurzenia, żadnych min świętobliwych, żadnej hypokryzyi, żadnego szablonu.
Ta, która tańcuje po wszystkich kruchtach kościelnych, wygląda przy niej, jak manekin lichy.