Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/326

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


litego mimo rozproszenia pojedyńczych grup i figur.
Jest przedstawiona chwila adoracyi magów. Na podwyższeniu, w pośrodku jasełek, pod przejrzystą zielenią kilku lekkich winorośli na żerdki rzuconych, siedzi Marya z Dzieciątkiem, przed którem stary król Balcer przychyla nisko grzbietu w bogatej dalmatyce i monarszym płaszczu, by ustami sięgnąć przejasnej stopki Pacholęcia. Koronę z głowy zdjął i do nóg ją Maryi uniżył, jak to czyni lud u nas, kiedy czapką wita. U boków mu dwaj towarzysze królewscy stoją, w złotogłowach, w zieleni, w purpurze, a niejedna tu perła i niejeden kamień wprost w cenny pierścień mogłyby iść i nie doznać wstydu.
Jeden z magów trzyma otwartą szkatułę, w której kamieni takich i pereł wcale spora garstka, a drugi kadzielnicę z ciągnionego złota, albowiem filigrany takie są przedawną specyalnością złotnictwa w Genui.
Pyszne konie Piccalugi rżą i wspinają się, jeżąc grzywy, na podobieństwo owych Praxytelowych, przez Dioskurów, wprost Kwirynału trzymanych; giermkowie ledwo im radę dać mogą. Garbaty wielbłąd natomiast, ma jakąś przejmującą melancholię pustyni, w oku jakiś smutek, który to brzydkie zwierzę niemal poetycznem czyni. Postać Madonny królewska, bogato przybrana, tak jak ją w adoracyi swojej Paweł Veronese maluje. Nie jest to uboga oblubienica