Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dyńczych i dubeltowych kitach kwiatowych, całe gałęzie bzów białych, całe pęki chryzantem, stokroci, konwalij, amarylli i mnóstwa innych białych kwiatów, których i spamiętać trudno.
W czerwieni najwięcej gwoździków. Są między niemi ledwo że otchnione różem i są tak ciemne w swej natężonej purpurze, iż prawie aż czarne. Róże wielu odmian nie wydają teraz, najwięcej bladych, o wielkich podłużnych pąkach, które zrodzone w Nizzy rozwijają się we wszystkich krajach środkowej i północnej Europy, dokąd je wysyłają tutejsi hodowcy. Śliczny, dziewiczy jakby jest róż rozlicznych odmian pelargonij, od jutrzennej rumianności, aż do płomiennej czerwieni zachodu. Tuż obok, w przejściowych tonach od różu do fijoletu, wiązki anemonów i lewkonij, po za któremi rozlewa się prawdziwe morze fijołkowe. Fijołki to specyalność Riviery. W Grosse, w St. Rapaël na „Ponente” powietrze, nasiąkłe aromatem olbrzymich plantacyj fijołkowych, uderza w okna przelatujących ku Cannes wagonów czarodziejską wonią; a „Levante” Beaulieu i St. Jean mają takież, lubo mniej obfite plantacye. Za to zobaczyć tam można całe pola geranium, które ścinają sierpem i ładują na wozy, jak u nas łubin albo koniczynę. Ta obfitość geranium kazi wszystkie tutejsze esencye kwiatowe: niema takiej perfumy w Nizzy, w której subtelny węch nie poczułby tego taniego podkładu.