Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie przyjdzie sam; trzeba ku niemu wytężyć i siłę i wolę. Nie chodzi o to, rzecz prosta, żeby z dzieci koniecznie rzemieślników robić; malec, który dziś mozolnie ustawia kwadraty i trójkąty drzewa, aby zbudować dom, może później nigdy nie mieć w ręku cyrkla, ani piona. Wszakże zostanie w nim jedno: jasne pojęcie, iż aby zbudować coś, trzeba do tego przyłożyć ręki i żywego trudu.
Dziecko jest racyonalniejszem stworzeniem, niż się nam wydaje, a Froebel większym filozozofem, niźli Schopenhauer. Nadewszystko zaś: filozofem zdrowszym i bardziej społecznym. Gdyby filozofja Froebla działała była wstecz, na przestrzeni wieków, Szekspir nie miałby może z czego ulepić „Hamleta.” Nie byłoby po prostu gliny na rozlatujące się od zderzenia z losem posągi. Literatura straciłaby na tem, to pewna; ale zyskałoby — życie.
Życie! jak ono dziwnie umie wykoszlawiać i niszczyć posiew swój i swoje zadatki! Jakie ono mściwe, logiczne i nieprzebłagane! Oto, tuż za salą ochron wystawa modelowego zakładu w Nervi dla dzieci rachitycznych i nierozwiniętych. Zebrano tu okazy wszystkich skrzywień, jakim uledz mogą biedne dziecięce kości; wszystkie wypaczone czaszki, stopy, kręgosłupy, przy których żywe spojrzenie i ufny uśmiech dziecka ma coś tragicznego w sobie. Jest to galerja widoków tak przykrych, że się same oczy odwra-