Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


głupiego ptaka, tych tam z „Foce.” Także miałaby do czego!...
Co jest w tej wybornej freblowskiej metodzie, co tak zajmuje i pociąga dzieci? Nie jest że to owo szczęśliwe pochwycenie przyrodzonego motoru życia: energii, ruchu w dziecku, na rzecz tworzenia?
Dziecko zawsze coś robić musi, ale ponieważ dobrze nic zrobić nie potrafi, nie daje mu się zazwyczaj żadnej roboty, a natomiast daje mu się zabawkę. Ale zabawka nie jest w możności wyczerpać energii dziecka, ani jego naturalnego popędu do wywierania żywej siły na zewnątrz, który, gdy nie znajduje właściwego ujścia, dziecko niszczy, psuje, odrabia to, co zrobili inni.
Pochwycenie tej to siły żywej, zregulowanie jej i obrócenie ku odpowiedniej produkcyi, tak, aby zamiast z czegoś robić nic, robiła coś z niczego, oto wielka zasługa systemu, który tę małą szarańczę domową zamienia w rękodzielników, nie pozostawiając ich w najpierwszem nawet dzieciństwie po za czynnym ruchem życia, ale każdy wysiłek ich wpisując w aktywa powszechnej twórczości.
Od szczebla do szczebla przechodzi tu dziecko przez różne stopnie napięcia siły i woli, ale już od pierwszego, od najsłabszego napięcia siły i woli widzi zależnym dotykalny skutek: czyn, dzieło. I odtąd będzie to droga jego życia i kierunek jego świadomości. Czyn, dzieło, skutek,