Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pisał historyę Kolumba w sposób popularny, nie tyle dla ludu, co dla tych sfer, które wielkich mężów lubią poznawać ze strony anegdotyczno-legendowej ich życia.
Za Donawerem kroczy wielki drągal, wołając rozciągającą się szeroko, jak harmonika, gębą: „Scaglio-di-San-An-dre-a-Ca-stel-lo-Raggio-Se-ssan-La-pa-gi-ne cin-quan-ta-cen-te-si-mi.” Ten zna publiczność swoją, która lubi z góry wiedzieć, co bierze i co daje. Skałka tedy św. Andrzeja sprzedaje się nieźle i robi silną konkurencyę dwu innym publikacyom, z których jedna dowodzi, że się Kolumb urodził w Sawonie, a druga, że się urodził w Cogoletto.
Obie je wszakże wkrótce zagłusza obwoływacz z najwyższym drągiem, który wielkim basem krzyczy: „Genova a Colombo! Genova!” Jest to jednodniówka, wydana kosztem i staraniem komitetu uroczystości, zgrabny zeszyt ilustrowany, w którym kilka głośnych nazwisk, jak: Campanelli, Cezara Cantu, przemieszano z zieleniną literacką świeżej daty, właśnie jak sałatę. Czyś kupił, czyś nie kupił, na obejrzeniu zeszła ci chwila czasu i aniś spostrzegł, jak cię otoczyła cała kupa ludzi. Twarze dzielne, wzrost nieduży, skład szczupły, ale znać siłę w ręku. To piemontczycy, przybyli na wystawę z Turynu, idą uczcić fratellanzę swoją. W „jajku Kolumba” rzecz prosta.