Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Carducci, bóstwo studentów, duch o ciemnych skrzydłach, sławiony, może nawet przesławiony Carducci. Królowa była ciekawą usłyszeć ten ósmy cud świata; obecnością swoją zaszczyciła lekcyę poety. Carducci — sam porządnie szpetny i nieco koszlawy — wpatrzył się w królowę, jak w gwiazdę. Margerita, perła, stała się odtąd bóstwem jego, natchnieniem, muzą, Beatryczą.
„Ody barbarzyńskie,” ciemne skrzydła i wszelkiego rodzaju „kainizmy” odrazu w łeb wzięły. Carducci, jakby go przemieniły boginki, zaczął sławić wszystkie te idee, które potępiał dotychczas. Wtedy to na tablicy uniwersyteckiej nieznana ręka skreśliła dwa słowa: „Finis Carducci!” Z tych dwóch słów zrobiła się awantura, z awantury skandal, którym studenci zmusić chcieli Carducciego do wyrzeczenia się katedry, rzecz stała się głośną i musiała dojść uszu królowej.
Zaiste, nie znam kobiety, nawet na tronie, którejby nie rozpoetyzowała myśl, że zdala i w milczeniu uwielbia ją głośny poeta. Mniemam, też, że pierwsza ćwiartka welinu wtedy właśnie, lub niewiele później, została zapisana, czy też może pokreślona tylko — w Kwirynale.
Nie trzeba wszakże brać tego poetyzowania królowej bardzo serjo. „La Regina” nie ma wcale tego dziwacznego nastroju, który trapi Carmen Sylwę i zdrowie jej psuje. Jeśli prawdą jest, że pisze wiersze, czyni to w ten wdzięczny i rozsądny sposób, który nie rodzi zmarszczek na