Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mężowie, nie mogąc przemówić słowa z nadzwyczajnego wzruszenia.
— Winszuję! winszuję ci... conte! — wyszeptał wreszcie pan syndyk, który jest dopiero baronem, poczem szczęśliwy hrabia, iż raz wreszcie przestał być „Onorevole,” poszedł oblewać z gośćmi nową godność swoją. Mówią jednak, że obliczywszy koszty balu, tytuł ten był kupiony za znacznie wyższą cenę, niż ta, jaką praktykuje prześwietna rzeczpospolita Świętomaryjska, a także niż te, które się płacą za dyplom podobny, tylko że opatrzony pieczęcią z „kluczami i tiarą — w Rzymie.
Jak na tej całej operacyi wyszedł poeta zamku — tego nie wiem. Prawdopodobnie królowa poematu jego nie czytała wcale, jak większa część tych, którzy sami piszą wiersze. Wiadomość tę powtarzam za innymi. I mnie bowiem danem było słyszeć, że „La bionda Regina” pisuje poezye, których nikt nie czyta. Rzecz prosta, dla tego tylko, że nikt do czytania ich przypuszczonym nie jest.
Albo nie posiadam zmysłu kombinacyjnego na pół, na ćwierć, na jedną setną cala, albo się nie mylę, naznaczając datę rozbudzenia się tego talentu królowej Małgorzaty na czas jej pobytu w Bolonji. W Bolonji, nie w tej wszakże freskowanej, cudnej, starej auli, która jest jej chlubą, lecz w nowej, zimnej, jasnej sali uniwersyteckiej zachwycał słuchaczy Carducci. Giosue