Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jazdu swego do Foligno zaniechała zupełnie; ale cierń zakłuł, i to dość głęboko.
Z tem większem tedy uznaniem podnieść należy pełne taktu znalezienie się monsignora Reggio, który z całą delikatnością usiłował zatrzeć ów skandaliczny i chyba niesłychany w dziejach dworskich incydent.
Królowa ze swojej strony ułatwiła mu niesłychanie tę całą akcję zgody, z czarującą słodyczą przyjmując świadczone sobie przez arcybiskup pa względy, jako chrzestna córka jego djecezji; trudziła się nawet aż do Albaro, by zwiedzić zakłady wychowawcze Doroteanek i Marcelinek, które zostają pod szczególną protekcją monsignora. A tak przytarły się wszystkie ostre kanty tej sprawy, a miasto jest wprost zachwycone swoim nowym arcypasterzem, który też, uczuwszy się raz bliższym jego życia, zwiedzał wystawę i był w „Galerji pracy” przedmiotem prawdziwej owacji.
Królowa Małgorzata nie jest już ani bardzo młodą, ani bardzo piękną, lubo ubóstwiający łagodną jej urodę włosi utrzymują, że co roku przybywa jej wdzięków. Prawdą jest, iż zdaje się mieć wiele świeżości duchowej, a uśmiechem i spojrzeniem czaruje poprostu.
Tłoczono się też dokoła niej tak zawzięcie, iż zaraz przy pierwszem zwiedzaniu Italo-Americany, cała świta została od niej odciętą i zdystansowaną. Zabawnie było patrzeć, jak ta garstka