Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bardzo się mylę, albo duża część publiczności z równą ciekawością dążyła dla posłyszenia ich muzyki, jak i dla zobaczenia ich długich pończoch z klamrami, nizkich trzewików, spodeńków do kolan, żabotów koronkowych i trójkątnych kapeluszy z piórami. Medyolan wystąpił też ze specyalnością swoją, mianowicie z mandolą, instrumentem nieco większym i o silniejszym tonie, aniżeli mandolina, którą dopełnia w bardzo szczęśliwy sposób. Kwartet florencki był najsilniejszym współzawodnikiem Medyolanu. Medytacya Grazianiego „Dante e Beatrice” omal że nie zachwiała stanowiska żabotowych panów, którzy wszakże odparowali ten niebezpieczny cios pysznie wykonanym gawotem „M-me Pompadour.” Florentczycy natarli raz jeszcze w wielkim kwartecie Muniera „Re major.” Wykonanie było tak świetne, iż cztery mandoliny zdawały się być jednym instrumentem w jednym ręku wielkiego artysty; precyzya, siła, ekspresya mistrzowskie.
Pobledli panowie w żabotach; nie tracąc wszakże ducha, dobyli z mandolin swoich taką słowiczą pieśń w „Serenadzie” Szuberta, że dość zresztą licha buda, która za pole popisów służyła, omal że się nie zawaliła od oklasków i okrzyków. Ostatecznie przeprzeć się zapaśnicy nie mogli, a sędziowie zmuszeni byli dać dwie pierwsze nagrody: jeden wielki medal złoty wzięła Florencya, a drugi Medyolan. Ten jeden nie był wszakże pierwszym, a drugi nie był wtórym. Rzym i je-