Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przybył, napisana przed ośmiu laty jeszcze, nie ma w sobie ani świeżości, ani oryginalności „Cavallerii.” Niemniej robiono mu szalone owacye, które zapewne niejeden kawał szacownych murów sali porządnie nadwerężyć musiały. Na koncercie tym grała także Teresina Tua. Boże, co się z niej zrobiło! Cała powiewność, cały szyk, cała brawura znikły gdzieś bez śladu. Razem z hrabiowskim tytułem „La Valleta” przybyło jej wagi przynajmniej ze trzydzieści funtów. Nie wstrząsa już uroczą główką, nie rozrzuca ciemnych włosów, nie wystawia nóżki, nie błyska oczyma. Jedno tylko pozostało niezmienionem: repertuar. Zawsze ten sam polonez Vieuxtemps’a i zawsze ten Nocturn Chopina. Jest to dowód takiej w upodobaniach stałości, która jeśli słuchaczom mniej nawet podobać się może, małżonka pięknej pani zachwycać powinna.



V.
Turnieje.

Miasto kipi przygotowaniami na przybycie królestwa. Zrujnowano bruki ulic, jak na barykady, wbito w nic cały las masztów dźwigających łuki, herby, korony, trofea, a nadewszystko czerwone genueńskie krzyże; obdarto z bluszczów