Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jakoż wchodzą muzyki dziwnie postrojone, wchodzą trębacze i barwne pachołki, a za nimi wali tłum mieszczan, wśród którego uwijają się weseli nicponie i zawalidrogi, nadając charakterystyczny, rubaszny ton luźnego zbiegowiska całej owej scenie. Tuż idą załogi trzech historycznych karawel, składających szczupłą flotę Kolumba. Nina, Pinto i Santa Maria. Każda ma swe barwy i swój sztandar, wkoło którego grupują się wioślarze, w krótkich, spiętych rzemieniem bluzach i z obnażonemi ramionami; cieśle, topornicy, kopijnicy, łucznicy, halabardziści, towarzysze chorągwiani i orężni, tudzież wszyscy ci „piccadori,” „armigieri,” „stoffieri”, „masieri,” „rancaglieri” i przeróżna zbrojna czeladź, mająca stanowić podlejszą załogę floty. Morski ten lud napływa gęsto, tłumnie, że jednak bezradny jest nieco, więc organizatorzy pochodu biegają wśród rzeszy zziajani, spoceni, wiewający fularami, i rozstawiają te banderye sami, czyniąc plac wolny dla przedniejszych uczestników. Rzecz prosta, iż psuje to znacznie złudzenie, tem bardziej, że pomiędzy ten wiek XV-ty wpada fotograf z całą bezwzględnością wieku XIX-go oraz z aparatem.
Tymczasem odzywają się trąby, a na arenę po dwóch, po trzech wjeżdżają szlachetni panowie i rycerscy męże. Przepyszna charakterystyka osób historycznych i bogactwo strojów nadzwyczajne. Konie piękne, rasowe, wysokiej wartości, krótko na