Strona:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a wszystko inne poniżéj, było rzeczą całkiem obcą generacyom z czasów mojéj młodości, zwłaszcza iż po trzydziestym roku, skutkiem oddziaływania emigracyi, rozszerzyły się obszernie między młodszymi przeciwne przewadze kościoła prądy demokratyczne, wspierane w wykształceńszych naleciałościami filozofii niemieckiéj. O wyznawcach i stronnikach de Maistra i Bonalda, którzy z początkiem tego wieku pierwsi wystąpili w obronie kościoła i z zasadą jego wszechwładzy, nie było w ogóle słychać między osobami wtenczas wpływowemi. Przecież zachodziły, ile pamiętam, nieliczne wyjątki. Jenerał Chłapowski, gdy po trzydziestym roku osiadł w Turwi, która, jak ci wiadomo, pod zarządem jego stała się wkrótce wzorem i szkołą gospodarstwa wiejskiego, zwrócił na się uwagę sąsiadów nadzwyczajną pobożnością i ścisłą, z całym domem swoim, obserwacyą wszelkich przepisów kościelnych. Miałem zaszczyt wiele późniéj, bo dopiero czterdziestego szóstego roku, poznać się z panem jenerałem u pana Macieja Mielżyńskiego, ale wiem, że jeszcze przed czterdziestym rokiem uważany był powszechnie u nas za wyjątkowego, między świeckimi, przedstawiciela zasad kościelno-katolickich tak w praktyce, jako i w teoryi. Podzielał jego przekonania i ściśle religijny sposób życia bliski krewny, Stanisław Chłapowski z Czerwonéj wsi, będący przytem, dla łagodnego i przyjacielskiego w stosunkach towarzyskich usposobienia, bardzo popularną osobistością; również odznaczała się niemal cała rodzina Morawskich podobnym sposobem zapatrywania się na wszystko ze stanowiska kościelnego. Może byli przed czterdziestym czwartym rokiem prócz tego inni jeszcze wybitniejsi ludzie, którzy szli samowiednie w tym samym kierunku bezwzględnéj przewagi kościelnej, lecz albo ich nie znałem, albo ich sobie już teraz nie przypominam.