Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wystarczało; trzeba mu było czegoś nowego; wówczas szedł spędzić noc z kobietą, tak jak normalny mężczyzna może raz w życiu chcieć się przespać z chłopcem, przez podobną ciekawość, w obu wypadkach porówni przewrotną i niezdrową. Egzystencja barona jako „wiernego“, żyjącego, z powodu Morela, jedynie w małej „paczce“, zniweczyła jego długotrwałe wysiłki, mające na celu zachowanie kłamliwych pozorów; podobnie jak podróż lub pobyt w kolonjach działa na wielu Europejczyków, tracących w tych warunkach zasady, jakiemi rządzili się we Francji. Z tem wszystkiem, wewnętrzna przemiana człowieka zrazu nieświadomego swojej anormalności, później przerażonego jej odkryciem, w końcu oswojonego z nią aż do utraty poczucia że nie można bezkarnie przyznać się przed drugimi do tego do czego się w końcu przyznał bez wstydu przed sobą, jeszcze więcej niż pobyt u Verdurinów przyczyniła się do zniweczenia w panu de Charlus ostatnich hamulców socjalnych. W istocie, żadne wygnanie na biegun południowy lub na szczyt Mont Blanc nie oddali człowieka tak bardzo od innych ludzi, jak długi pobyt w atmosferze zboczenia, to znaczy w atmosferze myśli odmiennej od myśli ogółu; zboczenia (tak określał niegdyś p. de Charlus swoją przywarę), w którem baron widział teraz dobroduszną fizjognomję pospolitej wady, bardzo rozpowszechnionej, raczej sympatycznej i prawie zabawnej, jak lenistwo, roztargnienie