Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


świąteczny“. Słuch, ten rozkoszny zmysł, przynosi nam towarzystwo ulicy, odtwarzając wszystkie jej linje, rysując przesuwające się kształty, ukazując nam ich kolor. Żelazne story piekarza, mleczarza, zapuszczane wieczorem na wszystkie możliwości kobiecego szczęścia, podnosiły się teraz niby lekkie dźwigi statku, który gotuje się odpłynąć i prując przeźroczyste morze, pomknie po marzeniu młodych pracownic. Ten łoskot podnoszonej żaluzji byłby może w innej dzielnicy jedyną moją przyjemnością. Ale w tej cieszyło mnie sto innych odgłosów; nie chciałbym aby przydługi sen pozbawił mnie bodaj jednego. Czar starych arystokratycznych dzielnic polega na tem że są równocześnie ludowe. Jak niegdyś różne rzemiosła gnieździły się koło katedr w pobliżu ich portalu (który zachował niekiedy nawet ich nazwę, np. portal katedry w Rouen zwie się portalem księgarzy, wystawiających koło niego, pod gołem niebem, swoje towary) tak i tutaj wszystkie rzemiosła — ale domokrążne — przeciągały koło szlachetnego pałacu Guermantes, przywodząc chwilami na myśl dawną eklezjastyczną Francję. Bo apel ich, zwrócony do sąsiednich domków, nie miał — z rzadkiemi wyjątkami — nic z piosenki. Różnił się od niej tak, jak ledwie zabarwione modulacjami parlando Borysa Godunowa lub Peleasa; ale z drugiej strony przypominał psalmodje księży w czasie nabożeństwa, którego te uliczne sceny są jedy-