Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stety! I okropność takiej miłości, zrodzonej jedynie z niepokoju, płynie stąd, że bez przerwy rozważamy i obracamy w klatce nieznaczące słowa; co więcej, istoty budzące w nas tę miłość, bardzo rzadko podobają się nam fizycznie w złożony sposób: wyboru dokonywa nie nasz świadomy smak, ale przypadkowa minuta niepokoju, minuta nieograniczenie przedłużona słabością naszego charakteru, powtarzającą co wieczór próby i zniżającą się do środków uśmierzających.
Bezwątpienia, miłość moja do Albertyny nie była najuboższa wśród tych do których z braku woli można się osunąć, bo nie była całkowicie platoniczna; Albertyna dawała mi rozkosz fizyczną, a przytem była inteligentna. Ale wszystko to było tylko nadpłodnienie. Zaprzątała mnie nie jej inteligencja, ale jakieś słówko rzucające nagle dwuznaczny cień na jej postępki; próbowałem sobie przypomnieć, czy ona powiedziała to czy owo, jakim tonem, w jakiej chwili, w odpowiedzi na jakie słowa; siliłem się odtworzyć sobie cały djalog; kiedy ściśle objawiła chęć wizyty u Verdurinów i które z moich słów sprawiło że się zachmurzyła. Gdyby chodziło o najważniejszy fakt, nie zadałbym sobie tyle trudu aby ustalić jego autentyczność, odtworzyć jego atmosferę i barwę. Bezwątpienia, takie niepokoje, osiągnąwszy stopień w którym stają się czemś nie do zniesienia, dadzą się niekiedy całkowicie uśmierzyć na jeden wieczór. Za-