Strona:Mali mężczyźni.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Boję się, czyś nie jadł za dużo, bo wszystko znikło ze stołu.“
„Wcale nie; spożyłem wprawdzie piętnaście ciastek, ale były bardzo maleńkie,“ odrzekł na swoję obronę.
„Takie były dobre, że mu z pewnością nie zaszkodzą,“ odezwała się Stokrotka, z tak zabawną mieszaniną macierzyńskiéj czułości i dumy gosposi, że ciocia Ludka zdołała się tylko uśmiechnąć i rzekła:
„A więc to dobra zabawka?“
„Mnie się bardzo podoba,“ odparł Adaś, jak gdyby jego pochwała miała starczyć za wszystko.
„Niéma lepszéj na całym świecie!“ zawołała Stokrotka, ściskając szafliczek do zmywania filiżanek — i z tkliwém spojrzeniem dodała: „Chciałabym, żeby wszyscy mieli tak ładne kuchenki.“
Po tych jéj słowach, ciocia Ludka odeszła zadowolona, że się jéj udało tak usłonecznić życie dziewczątka.





Rozdział szósty.
Dan.

„Czy mógłbym z panią pomówić? Idzie mi o rzecz bardzo ważną,“ rzekł pewnego dnia Alfred, wsuwając głowę do pokoju pani Bhaer.
W przeciągu pół godziny, piąta już głowa zjawiała się u niéj, ale będąc do tego przyzwyczajoną, spojrzała tylko, pytając żywo:
„Cóż to takiego, mój chłopcze?“
Wówczas Alfred wszedł, szczelnie zamknął drzwi za sobą, i powiedział gorączkowym głosem:
„Dan przyszedł.“