Strona:Mali mężczyźni.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czuł cały dzień urazę o to, że przyniósłszy bezpiecznie mięso, nie dostał nic w nagrodę: nie był to zły pies, ale miał drobne wady — jak my wszyscy, — i nie zawsze zdołał się oprzéć pokusie. Wsunąwszy się do pokoju właśnie w owéj chwili, poczuł woń ciastek, zobaczył że leżą niestrzeżone na niskim stoliku i nie rozważażając następstw, połknął wszystkie sześć, za jednym zamachem. Ponieważ były bardzo gorące i sparzyły go strasznie, szczeknął z zadziwienia. Stokrotka posłyszawszy to, wpadła, ujrzała pusty talérzyk i koniec żółtego ogona, znikający pod łóżkiem. Niemówiąc ani słowa, porwała złodzieja za ogon i szarpnęła nim tak, że aż mu się uszy zatrzęsły, potém zepchnęła go na dół i musiał samotnie spędzić wieczór, w skrzyni od węgli.
Czule pocieszana przez Adasia, ubiła drugi kubek śmietany i usmażyła dwanaście jeszcze lepszych ciastek. Wujowi posłała z nich dwa, i powiedział, że mu nic w świecie tak nie smakowało, a chłopcy zazdrościli Adasiowi, że się tak uraczył.
Była to prawdziwie udana biesiada, bo przykrywka od imbryczka spadła nie więcéj, jak trzy razy; garnuszek z mlékiem tylko raz się przewrócił; ciastka pływały w syropie; grzanki zaś miały ponętny zapach beefsteaku, z powodu, że kuchareczka usmażyła je na téjże saméj patelni. Adaś zapomniawszy o swych filozoficznych poglądach, napychał się, jakby poziomy materyalista; Stokrotka tymczasem obmyślała na przyszłość różne świetne przyjęcia, a lalki spoglądały z uprzejmym uśmiechem.
„A co, drogie dzieci, czyście się dobrze zabawiły?“ zapytała pani Ludwika, wchodząc z Teodorkiem na barkach.
„Bardzo dobrze i wkrótce przyjdę tu znowu,“ odrzekł Adaś z zapałem.