Strona:Mali mężczyźni.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


brać przed nim, alem powiedział że mogę poczekać, i że się tamtemu może nigdy już nie zdarzy sposobność ratunku, więc żeby go zaraz zabrano. Miał jeszcze dosyć siły by wyciągnąć rękę, i powiedział: „dziękuję ci, towarzyszu.“ To były jego ostatnie słowa, bo umarł w godzinę po przybyciu do namiotu służącego za szpital.“
„Jak ci musiało być błogo, żeś mu wyświadczył tę przysługę!“ rzekł Adaś, przejęty silném wrażeniem.
„Pocieszałem się tą myślą, leżąc długie godziny sam jeden, z głową opartą o kark Majora, i ze wzrokiem wlepionym we wschodzący księżyc. Byłbym chciał przyzwoicie pogrzebać to biédne zwierzę, ale to było niepodobieństwem; więc uciąłem tylko kawałek grzywy, i dotąd ją przechowuję. Może panienka zechce zobaczyć?“
„O proszę pokazać!“ zawołała Stokrotka obciérając łezki, żeby módz patrzéć.
Silas wydobył stary pugilares, i wyjął zeń kawałek szaréj bibuły w którą był zawinięty promień białego włosia. Dzieci przypatrywały się w milczeniu pamiątce leżącéj na szerokiéj dłoni Silasa, i wcale im się nie wydała śmieszną ta miłość dla poczciwego Majora.
„To ładna historya i podobała mi się, chociaż płakałam; bardzo za nią dziękuję, Silasie,“ rzekła Stokrotka pomagając mu zawinąć tę drobną pamiątkę. Andzia wsypała mu przez ten czas garstkę maku do kieszeni, a chłopcy głośno wychwalali jego historyę, upatrując w niéj dwóch bohaterów, nie jednego.
Silas odrzekł odurzony zaszczytami, a mali spiskowcy roztrząsając tę historyę, wyczekiwali drugiéj ofiary. Była to pani Ludwika, która chciała przy-