Strona:Mali mężczyźni.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przydało, bo tak mu dolegała straszna rana, żem już nie mógł dłużéj patrzéć. Dużo mię kosztowało com zrobił, ale tak nakazywała litość, i wiem że mi wybaczył.“
„Cóżeś zrobił?“ zapytał Emil, gdy Silas umilkł nagle, i głośno chrząknął tylko, z takim wyrazem na gminnéj twarzy, że Stokrotka przysunąwszy się, oparła rączkę na jego kolanie.
„Zastrzeliłem go.“
Mrowie przeszło słuchaczy, gdy wypowiedział te słowa, bo Major wydawał im się bohaterem, a ten tragiczny koniec obudził w nich żywe współczucie.
„Tak, zastrzeliłem, żeby zakończyć męki; ale przedtém, poklepawszy go, rzekłem: bądź zdrów.“ Następnie położyłem mu wygodnie łeb na trawie, spojrzałem ostatni raz w kochające oczy, i wpakowałem mu kulę. Takem trafnie wycelował, że prawie nie drgnął. Widząc że cicho leży i nie jęczy już z bólu, byłem rad; jednakże, — no, nie mam się czego wstydzić, objąłem mu kark rękami i rozbeczałem się, jak dzieciak. Sam nie wiedziałem, że taki ze mnie głupiec!“ Poczciwy Lilas obtarł oczy rękawem, zarówno wzruszony łkaniem Stokrotki, jak wspomnieniem wiernego Majora.
Przez chwilę panowała ogólna cisza, bo na chłopcach ta historya sprawiła niemniéj wrażenia jak na tkliwéj Stokrotce, chociaż nie objawili go płaczem.
„Chciałbym miéć takiego konia,“ rzekł Dan półgłosem.
„Czy ten nieprzyjaciel umarł?“ zapytała Andzia z niepokojem.
Dopiéro późniéj. Leżeliśmy tam cały dzień, a w wieczór kilku towarzyszy broni przyszło szukać brakujących, i ma się rozumiéć że mnie chcieli za-