Strona:Mali mężczyźni.djvu/312

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pieca, kasztany głośno pękały na rozżarzonéj łopatce, mak grzechotał w swém filigranowém więzieniu, Dan gryzł orzechy włoskie, wszyscy gwarzyli i śmieli się, a deszcz bił o szyby, i wicher jęczał wkoło domu.
„Z czego Dick jest podobnym do orzecha?“ zapytał Emil, który lubił czasem drwić złośliwie.
„Z tego że jest zmiażdżony,“ odparł Antoś.
„To brzydko żartować sobie z tego biédnego kaleki, to bardzo nieszlachetnie!“ zawołał Dan, wywierając swój gniéw na orzechu.
„Dla czego Stokrotka jest podobną do pszczoły?“ zawołał Alfred, pogrążony w zadumie od niejakiéj chwili.
„Bo jest królową roju,“ odparł Dan.
„Nie dla tego.“
„Bo słodka.“
„Pszczoły nie są słodkie.“
„Powiedzże sam.“
„Dla tego że wyrabia słodycze, zawsze jest czynna i lubi kwiaty,“ rzekł Alfred; a Strokrotka cały ten czas rumiana była jak makówka.
„Z czego Andzia jest podobną do osy?“ zapytał Tomek przejmując ją płomiennym wzrokiem, i niedawszy czasu by kto opowiedział, rzekł:
„Z tego że nie jest słodka, że ciągle brzęczy, kłuje żądłem, i zła jak furya.“
„Tomek oszalał, i mocno mię to cieszy!“ zawołał Antoś; Andzia zaś odsunęła się żywo:
„Jakie naczynie przypomina Tomka?“
„Pieprzniczka,“ odparł Antoś, podając Andzi orzech obrany, z tak dokuczliwym uśmiechem, że Tomek byłby chciał wyskoczyć ze skóry jak kasztan, i rzucić się na kogo.