Strona:Mali mężczyźni.djvu/313

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widząc że złośliwość bierze górę nad słabym dowcipem, wystąpił Franz znowu z pomocą.
„Ustanówmy takie prawo,“ rzekł, „pierwsza osoba która wejdzie do tego pokoju, musi nam opowiedziéć historyę. — Ciekawym kto się zjawi na pierwszy ogień?“
Wszyscy zgodzili się na to, i ciekawość ich nie była wystawioną na długą próbę, gdyż po chwili ciężkie kroki dały się słyszéć w sieni, i Silas wszedł z naręczem drzewa. Przywitany powszechnym okrzykiem, rozglądał się dokoła z uśmiéchem pełnym zdumienia, póki mu Franz nie wytłomaczył tego wybuchu wesołości.
„Nie umiem opowiadać historyi,“ rzekł, i zrzuciwszy z siebie ciężar, zabiérał się do odejścia; ale go chłopcy obstąpili, kazali usiąść, i póty go trzymali, ze śmiéchem i wrzawą dopominając się historyi, że wreszcie poczciwy olbrzym dał się pokonać.
„Jednę tylko mógłbym opowiedziéć, i to o koniu,“ rzekł nakoniec, gdyż mu pochlebiło doznane przyjęcie.
„Opowiédz ją, opowiédz!“ wołali chłopcy, cofnął więc krzesło swoje pod ścianę, założył wielkie palce w otwory od kamizelki, i rzekł: „Służyłem ja kiedyś w kawaleryi, i widziałem niejednę bitwę. Koń mój nazywał się major; takem go kochał jakby człowieka. Nie był on piękny, ale tak miły, dobry i zmyślny, jakiegom w życiu nie widział. Gdyśmy poszli pierwszy raz na pole bitwy, dał mi naukę, któréj nie zapomniałem, mimo otaczającego mię zgiełku, — i zaraz ją paniczom opowiem. Nie będę probował opisać wrzawy, zamięszania i wszelkich okropności bitwy, bo na to słowa nie starczą; ale muszę przyznać, że z początku byłem tak oduszony, żem nie wiedział, co się ze mną dzieje. Kazano strzelać, posuwać się naprzód,