Strona:Mali mężczyźni.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stokrotka usiadła zarumieniona, i nieśmiałym głosikiem przemówiła:
„Moje wypracowanie pewno się nie podoba, gdyż nie takie ładne i śmiészne jak Andzi; ale nie umiałam napisać lepszego.“
„Nam się zawsze twoje podobają,“ powiedział wuj Fritz, a ogólny szmer potwierdził jego słowa.
Zachęcona w ten sposób, przeczytała Stokrotka kartkę, któréj wysłuchano z uwagą i poszanowaniem.

„Kot.“

Kot jest przyjemném zwierzęciem, i bardzo je lubię. Jest czysty i ładny. Chwyta szczury i myszy. Pozwala pieścić się z sobą, i gdyśmy dlań dobrzy, to się przywiązuje. Bardzo jest mądry, i wszędzie umié trafić. Młode kotki nazywają się Kiciami, i są to miluchne stworzonka. Ja mam ich dwa: jeden nazywa się Mizio, drugi Fizio, — a matka Topazya: bo ma żółte oczy. Wuj opowiedział mi śliczną historyjkę o jednym człowieku imieniem Mahomet; miał on ładnego kotka i gdy mu ten usnął w rękawie, niechcąc go obudzić, gdy miał wstać, — obciął sobie rękaw. To musiał być bardzo dobry człowiek. Niektóre koty łowią ryby.
„Ja tatze!“ wykrzyknął Teodorek i podskoczył w górę, bo mu pilno było popisać się pstrągiem.
„Cicho“ rzekła, sadzając go jak najprędzéj, gdyż Stokrotka, przez zamiłowanie porządku, nie lubiła by jéj przerywano.
„Czytałam o jednym kotku robiącym to bardzo zręcznie, więcem się starała nauczyć i Topazyę, ale mię podrapała, bo nie lubi wody. Przepada za herbatą, i jak gotuję na kuchence, póty skrobie łapką w imbryczek, póki jéj się nie dam trochę napić. To