Strona:Mali mężczyźni.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jest ładna kotka; jada pudding z jabłek, i pija melas. Nie wszystkie kotki są takie.“
„To cudowne!“ zawołała Andzia, a Stokrotka cofnęła się na dawne miejsce, uradowana pochwałą przyjaciołki.
„Adaś ma tak zniecierpliwioną minę że musimy go wywołać, bo nie wytrzyma dłużéj,“ powiedział wuj Fritz. Wykrzyknął więc chłopczyna z pośpiechem:
„Ja napisałem poemat!“ poczém przeczytał tę pierwszą próbę, donośnym i uroczystym głosem.

„Fruwa jak ptaszek motyl skrzydlaty
Fruwa jak ptaszek ale nie śpiéwa
Całuje trawki całuje kwiaty,
Przelata z drzewa do drzewa.

Najpiérw jak robak w liściu zielonym,
Kryje się motyl, następnie z wiosną
Staje się pięknym, żółtym kokonem,
Potem skrzydełka mu rosną.

Na kwiatkach do snu swę główkę tuli,
Karmi się miodem, kroplami rosy
Nie ma jak pszczoły obszernych uli
Nie kłuje jak bąki i osy.

Chciałbym jak motyl bujać od rana
Zachwycać przez swych skrzydeł kolory,
Alebym nie chciał dostać od Dana
Na biédną główkę — kamfory.“

Ten niezwykły objaw genjuszu, sprawił wstrząśnienie w całém gronie, i Adaś był zmuszony odczytać go raz jeszcze. Przyszło mu to z pewną trudnością, gdyż było mało znaków pisarskich, i czasem zabrakło mu tchu, zanim doszedł do końca długiego wiersza.
„Gotów wyjść na drugiego Shakspeare’a!“ zawołała ciocia Ludka, zanosząc się od śmiéchu, bo ten klejnot poezyi, przypomniał jéj wiersz, który napisała w dziesiątym roku życia, a zaczynający się od tych ponurych słów: