Strona:Mali mężczyźni.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do firmy, wówczas wspólnik wytacza mu proces, albo zamyka go w więzieniu, i zrywa z nim stosunki. Otóż, ponieważ przywłaszczyłeś sobie mój kapitał, nie wytoczę ci wprawdzie procesu, nie wsadzę cię do więzienia, ale muszę rozwiązać współkę, bo ufać nie mogę, a bankrutować nie chcę.“
„Trudno cię zniewolić do ufności. Piéniędzy nie przyjąłbyś, chociażbym z całego serca oddał, wszystko co posiadam, byleby tylko nie być posądzanym o kradzież. Pozwól przynajmniéj, żebym daléj zbiérał jajka; zapłaty nie żądam, będę pracował darmo. Znam już wszystkie kryjówki, i zresztą, — lubię to zajęcie,“ rzekł Alfred błagalnie.
Ale Tomek odpowiedział krótko, z twardym i podejrzliwym wyrazem na wesołéj, okrągłéj twarzyczce: „Nie mogę na to przystać, i żałuję, że znasz wszystkie kryjówki. Pamiętaj nie zbierać jajek pokryjomu, i nie spekulować niemi.“
Biédny Alfred został tak żywo dotknięty, że się nie mógł uspokoić. Czuł, że nietylko traci wspólnika, ale bankrutuje na honorze, i staje się wyrzutkiem swego społeczeństwa. Nie ufano już jego słowu, chociaż usiłował wynagradzać dawną kłamliwość. Napis został odrzucony, firma zniesiona, on zaś wyszedł na zrujnowanego człowieka. Szopa w któréj się chłopcy zbiérali na narady, już była dlań zamkniętą; kury daremnie na niego gdakały, i biorąc niejako smutek jego do serca, znosiły mniéj jajek, — a niektóre kokoszki chowały się do nowych gniazd, żeby ich Tomek nie mógł znaleźć.
One mi przynajmniéj ufają, pomyślał Alfred, dowiedziawszy się o tém, i chociaż koledzy obrócili w śmieszność to spostrzeżenie, dla niego było to po-