Strona:Mali mężczyźni.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   104   —


Rozdział siódmy.
Niesforna Andzia.

„Słuchaj Fritz, przyszła mi nowa myśl do głowy!“ zawołała pani Bhaer, spotkawszy się raz z mężem, po ukończonych lekcyach.
„Cóż to takiego, moja droga?“ zapytał, czekając ciekawie nowego planu, bo niektóre pomysły pani Ludwiki były tak zabawne, że się nie mógł wstrzymać od śmiéchu, chociaż w ogóle bywały bardzo rozsądne, i lubił je wprowadzać w czyn.
„Stokrotce trzeba towarzyszki, i dla chłopców byłoby korzystniéj miéć drugę dziewczynkę pomiędzy sobą. Wszakże równie ty jak ja, wierzymy w skuteczność wspólnego wychowania dla młodzieży obojéj płci, i wielki już czas wprowadzić w życie tę ideę. Raz zbytecznie dogadzają chłopaki Stokrotce, raz ją znowu dręczą, i gotowi zepsuć ją na nic. Zresztą, muszą się nauczyć grzeczności i przyzwoitego obejścia, a najlepiéj na to podziała obcowanie z panienkami.“
„Masz słuszność — jak zwykle. A więc kogóż przyjmiemy?“ zapytał pan Bhaer, widząc z oczu żony, ze już ma gotowy plan.
„Andzię.“
„Co? „niesforną Andzię“ jak ją chłopcy nazywają!‘ zawołał, rozweselony tym pomysłem.
„Tak; odkąd ją matka odumarła, biega ciągle bez dozoru: byłaby szkoda żeby ją służące zepsuły. Od pewnego czasu, mam na nią oko, i parę dni temu spotkawszy jéj ojca w mieście, zapytałam czemu jéj nie poséła do szkoły; odpowiedział że chętnieby to uczynił, gdyby znalazł taki zakład dla dziewcząt, jakim nasz jest dla chłopców. Wiem że byłby zadowolony