Strona:Mali Robinsonowie.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   18   —

ciom serdecznie i postanowiono im dopomódz w wynalezieniu matki i w powrocie do Paryża.
Po zapakowaniu żywności, właściciele chatki, zabrawszy ze sobą dzieci wyruszyli w góry, aby skryć się przed ułanami, którzy napewno wróciliby tu, aby ich nanowo uwięzić.
Wszedłszy na szczyt góry, znaleźli szałas, zbudowany z gałęzi i drzewa, zajęli więc miejsca, a ułożywszy się do snu, spali długo i mocno i dopiero huk armat i granatów zbudził całą czwórkę i do wstania ją zmusił.
Przez sześć dni siedziano w niepokoju i trwodze o ukochaną ojczyznę, przez sześć dni najstraszliwsza kanonada rozbrzmiewała naokoło... Niejeden odłamek granatu zarył się w ziemię obok szałasu naszych znajomych, niejedna kula przeleciała nad nędznie skleconyn szałasem, budząc trwogę w serduszkach dziecięcych.