Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Zgoda.
I Gilberta podeszła do artystycznej trójki. Zaraz też wróżka chwyciła jej rękę.
— Czytaj z niej śmiało — rzekła margrabianka.—Nie obawiam się swego przeznaczenia. I cóż tam widzisz?
— Miłość w cieniu; niespodzianka i zawód; zacięta walka; po skończonej walce może szczęście a może — śmierć.
Gilberta cofnęła rękę.
— Dziękuję — rzekła krótko.
— Jest to ciemne, jak starożytna wyrocznia — żartował Cyrano. Teraz do mnie, piękna Sybillo,
— Życie krótkie, życie płodne, prześladowania i walki.
— To właśnie, co lubię. Dobrze mówisz, panienko! A koniec jaki?
— Trudno mi odpowiedzieć na to wyraźnie.
— Dobre pchnięcie szpady zapewne? Na taką śmierć sumiennie zasłużyłem.
— Nie, śmierć pańska będzie inna — oświadczyła stanowczo wróżka, przyjrzawszy się ponownie liniom, krzyżującym się na dłoni szlachcica.
— Zgadzam się i na to. Na ciebie kolej, Rolandzie.
— To byłoby zbyteczne. Ja żadnej wiary do wróżb nie przykładam,
— Ja również.. Ale trzeba dać coś zarobić tym biedakom.
—Prawda,
I Roland poddał się zkolei badaniom rzekomej czarodziejki.
— Nie bez powodu wzdragałeś się, panie hrabio — oświadczyła ona głosem poważnym i głębokim. Dłoń pańska jest kartą najdziwaczniej zapisaną.