Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tym razem Ania była oburzona.
— Tadziu! — zawołała z wyrzutem.
— Pani Linde zawsze tak mówi, — zaprotestował Tadzio. — W zeszłym tygodniu Maryla spytała pewnego wieczora: czy Ludwik Speed i Teodora Dix pobiorą się? A pani Linde odpowiedziała: Bóg wie! Zupełnie tak samo, jak ja przed chwilą.
— To źle, że tak powiedziała, — rzekła Ania. — Nie należy używać tego imienia bez potrzeby i wypowiadać je lekko. Nie czyń tego nigdy, Tadziu.
— Nawet gdy je będę wypowiadał wolno i uroczyście, jak pastor? — zapytał Tadzio poważnie.
— Nie, nawet w ten sposób nie.
— No dobrze, nie będę tego robił. Ludwik Speed i Teodora Dix mieszkają w Middle Grafton, a pani Małgorzata uważa, że on się już o nią stara od stu lat. Czy nie będą niedługo za starzy, żeby się pobrać, Aniu? Spodziewam się, że Gilbert o ciebie nie będzie się tak długo starał. Kiedy się pobierzecie, Aniu? Pani Linde powiada, że to rzecz pewna.
— Pani Linde jest... — zaczęła Ania gwałtownie. Ale urwała.
— ...okropną starą plotkarką, — uzupełnił Tadzio spokojnie. — Tak ją wszyscy nazywają. Ale czy to jest sprawa pewna, Aniu? Muszę to wiedzieć.
— Jesteś bardzo głupim chłopczykiem, Tadziu, — rzekła Ania, wychodząc dumnie z pokoju.
Kuchnia była pusta i Ania usiadła w półmroku. Słońce zaszło już, a wiatr przycichł. Blady, chłodny księżyc zaglądał z poza ławicy purpurowych chmur na zachodzie.
Ania czuła się bardzo samotna i smutna. Zastanawiała się, czy będzie mogła powrócić w przyszłym roku do