Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak płynące szkiełka.
Dzikie kaczki z wody frrrt!
wyciągają setki szyj.
Bije piana, syczy nurt,
niby zwój świetlistych żmij.
Strumieniu, strumieniu,
po jasnym kamieniu
rwij!


A z brzegu dumnego, gdzie olcha i buk,
i łoza, i wąski liść rokit,
gałęzie do wody pryskają spod nóg,
i ciężkie oddechy, i kroki.

I szczygły spłoszone wzbijają się wzwyż,
i twarze w zielonej tkwią kracie,
i szept bieży nisko przy ziemi jak mysz,
i snują się ciemne postacie.


Na trzcinowej lirze
wiatr wygrywa wodną pieśń.
Brzeg opada niżej,
piana pniaki liże.
Naprzód, falo wartka, nieś!
(Miły stopom złoty piach).
Wietrze, graj trzcinową pieśń!
Źródło, napełń ujścia łach!
Ponad głową istny