Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dębowy stulistny
dach.


Postacie na brzegu zginają się wpół,
a potem się prężą do góry.
U każdej na grzbiecie garb wielki jak wół,
a w rękach sękate kostury.

Gdy bliżej podejdą, to widać z ich ust,
że ważną czynnością zajęci,
i widać, że garby — to worki na chrust,
pękate od zeschłych gałęzi.


Płynie strumień, płynie.
Wędruje słoneczny krąg
ku zmierzchu krainie.
Kto prędzej dopłynie?
Czy do zmierzchu słońca krąg,
czy też strumień do tych drzew,
do multanek, gajów, łąk,
kędy brzmi dziewczęcy śpiew?
Niebo coraz bledsze.
Przedwieczorny szepcze
wiew.


Ostrożnie, powoli stąpają przez las
kobiety i chłopy, na plecach