Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


potem obiema stopami w nurt webrnął
i poszedł z biegiem śpiewającej wody.


Płynie woda, płynie
poprzez piach, i mech, i żwir,
gubi się, nie zginie,
w płaczącej wiklinie.
Na zakrętach czyha wir,
pod brzegami grząski muł.
Płucze fala drobny zwir
i korzonki młodych ziół,
weseli się, śpiewa
obejmując drzewa
wpół.

Przezroczyste ważki
trącają powierzchnię wód:
cieni rój nieważki!
A na wodzie zmarszczki.
Promień nurka dał pod spód,
wypłynął, i znowu spadł
aż na dno przeczystych wód.
Andrzej brnie, i tak jest rad,
że jak długi parów,
pełen nenufarów
świat.

Przygodne źródełka
zasilają wspólny nurt.
Fala szkli się, pełga,