Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie tom 2.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

czesnych arystarchów powiedział, że skornelizował Rasyna“, dając przez to do zrozumienia, że przekład jego więcéj ma jędrności i mocy niż oryginał. Przyznam się, że czytając dzisiaj ten przekład, nie widzę tego; a choćby i było, to energia wyrażeń niepotrafi ocucić mglistéj i ckliwéj treści, będącéj romansową plątaniną, i tak: Pirrus ma pojąć Hermionę, a kocha się w brance Andromace; Hermiona na zabój zakochana w Pirrusie; Orest znowu na zabój w Hermionie; Andromacha kocha nieboszczyka Hektora, a nienawidzi Pirrusa: Hermiona widząc się niekochaną, chciałaby się pokochać w Oreście, — słowem jest to udramatyzowana konjugacya wyrazu: kocham, przeprowadzona przez wszystkie formy, czasy, osoby, w liczbie pojedyńczéj i mnogiéj, przepełniona czułostkową frazeologią, wyszlifowana na wszystkie boki, bez jednego słowa, coby się wydarło z serca, z wyjątkiem tego jednego miejsca, gdzie Pirrus oznajmia Andromace, że Grecy chcą wydrzeć jéj syna:

„Hektora to ścigają Grecy zemstą swoją,
„Boją się jego syna.

Na to odpowiada Andromacha:

Dziecięcia się boją!...