Strona:Lucjan Rydel - Pan Twardowski.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeno rachuj, stary grzybie!“
I pierzchło z drwiącym chichotem…
Zmylił rachubę dziewiątek!
Wstał i do domu z powrotem
Przerażony pobiegł cwałem.
— „Szkoda, dobry był początek…“
Wzdychał jeszcze nieraz potem,
„Trzeba było sercem śmiałem
Przetrwać. Licho mnie urzekło!
Czemuż ja się obejrzałem?!
Źle, gdy w sprawę wda się piekło…“
Gdy się już nie darzy komu,
To we wszystkiem się nie darzy:
Klecha raz w sąsiednim domu
U dwojga starych kramarzy
Wygadał się, że był świadkiem
Odmłodzenia. Wtedy starzy
Podmówili, by im płynu
Cudownego ulał z flaszki
I dryakwi wziął ukradkiem. —
Właśnie, gdy się brał do czynu
Wszedł Mistrz. — „Cóż to, kozi synu?!
Dam ja ci!… To nie baraszki!!“
Wziął księgę, pod nosem burczy